SPADEK...WSZYSTKIEGO
Ponoć zaczynamy wracać do normalności...w pracy. Dla mnie normalność jest wtedy, gdy dzieci wrócą normalnie do szkoły. Dopóki to się nie zdarzy, normalności brak. A jak nie ma normalności w domu, to tez nie ma normalności w pracy. Jeżeli nasz szef nie wykaże się empatią i nie utrzyma częściowej pracy zdalnej, to będę zmuszona to jakichś kombinacji. Teraz dzielimy się z mężem w miarę po równo. Pól tygodnia ja zdalnie w domu, pół tygodnia on zdalnie. Ok można powiedzieć, że dzieci są przecież już duże, trzecia klasa. Ja jednak wciąż nie wyobrażam sobie zostawić ich na 8 godzin w domu samych, i nie dlatego, że moja wyobraźnia szwankuje, ale wręcz przeciwnie. Zosia i Julek pewnie by się świetnie ogranęli, ba zrobiliby pewnie nawet lekcje, bo są obowiązkowi i rozumieją wymóg czasu pandemii. Jednak zostawienia Olka na więcej niż 2 godziny zupełnie w mojej głowie nie jest możliwe. To, że lekcje nieogaranięte będą, to że będzie grał cały czas na PSP to w zasadzie pikuś. Najtrudni...